.
"DNI RODZINY" w Łukcie
7.06.2008
Stało się już tradycją , że rokrocznie Urząd Gminy organizuje rodzinną imprezę plenerową dla wszystkim mieszkańców Gminy Łukta, oraz przebywających tutaj rekreacyjnie turystów, która to impreza w tym roku odbyła się 7 czerwca.
Impreza ta cieszy się dużą popularnością i jest bardzo lubiana nie tylko przez dzieci , ale również przez dorosłych mieszkańców gminy. Piękna pogoda w to letnie, sobotnie popołudnie i bogaty program imprezy, sprawiły ze tłumnie przybyli uczestnicy, wspaniale się bawili do późnych godzin nocnych. W programie festynu były między innymi; występy artystyczne dzieci i młodzieży ze szkół w Łukcie i Mostkowie, wiele konkursów z bardzo atrakcyjnymi nagrodami dla dorosłych i dzieci, duża ilość atrakcji zabawowo-ruchowych. Dzieci przeniosły się w świat marzeń i podróżowały po świecie z Grupą z Olsztyna "Teatr za dwa grosze", a około 23,00 odbył się fantastyczny pokaz tańca z ogniem , wykonany przez grupę "EXODUS" z Ostródy. Pokaz został przyjęty ogromnymi oklaskami i okrzykami zachwytu, nad umiejętnościami czwórki młodych ludzi. Nad oprawą muzyczną imprezy czuwał Pan Jarosław Świercz.
Dużą atrakcją imprezy było rozlosowanie wśród wszystkich jej uczestników, dwóch bezpłatnych zaproszeń: do Hotelu "MASURIA" w Worlinach na jednodniowy pobyt dla dwóch osób, które to wylosowała mieszkanka miejscowości Florczaki , i drugie zaproszenie na uroczystą kolację do "Karczmy Warmińskiej" w Gietrzwałdzie, które miała szczęście wylosować mieszkanka miejscowości Plichta.
Organizatorem imprezy był Urząd Gminy Łukta, zaś odpowiedzialną za całość imprezy Ewa Czaplejewicz.
Festyn rodzinny jest bardzo lubianą imprezą w gminie, więc nie brakowało również sponsorów, którzy swoim wsparciem bądź rzeczowym , bądź finansowym przyczynili się w znaczący sposób do uatrakcyjnienia imprezy. Sponsorami tej imprezy rodzinnej byli: Koło Łowieckie "ORLIK II", Hotel "Masuria", "Karczma Warmińska" w Gietrzwałdzie, Bank Spółdzielczy Jonkowo oddział w Łukcie, RoPaSaMa - Państwo Malinowscy, Sklep Wielobranżowy Piotra Brdak, salony Fryzjerskie "U Justyny" Justyny Raginiak i "U Ani" Anny Szymańskiej, PPKS Ostróda, Centrum Rekreacyjne "Perła" w Ostródzie, tartak Cezarego Puchacza, Restauracja "Wileńska" w Łukcie, Gospodarstwo Agroturystyczne Joanny Harasymowicz, Sklep Mięsny Joanny Licznerskiej, Kawiarnia Państwa Smolejów, Państwo Raginiak.
Na "ręce" wszystkich sponsorów organizator składa serdeczne podziękowania. Podziękowania składamy również policjantom z Posterunku w Łukcie i z Komendy Powiatowej w Ostródzie, oraz pracownikom Zakładu Gospodarki Komunalnej w Łukcie za zaangażowanie w utrzymaniu ładu i porządku przed i podczas imprezy.
Galeria zdjęć
.
VIII POWIATOWA WYSTAWA RĘKODZIEŁA LUDOWEGO
Stało się już tradycją w Łukcie, że w "Wielkim Tygodniu" przed Świętami Wielkanocnymi , rozpoczyna się Powiatowa Wystawa Rękodzieła Ludowego, która z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. W tegorocznej wystawie wyeksponowało swoje prace ponad 60 twórców ludowych, ponad 120 dzieci i młodzieży oraz 14 zorganizowanych grup między innymi : kółka plastyczne, szkoły, przedszkola, placówki TPD oraz klasy ze szkół z powiatu ostródzkiego.
Wystawa miała miejsce w sali rehabilitacyjno-sportowej w Zespole Szkół Nr 1 w Łukcie i trwała od 17.03 - 28.03.2008 roku, która zakończyła się uroczystym podsumowaniem w dniu 28.03.2008r. Uroczystość tą uświetnił zespół z Olsztyna "Kapela Jakubowa", który swą żywiołowością i wspaniałym repertuarem, rozbawił przybyłą licznie publiczność, jak również włączył ją do wspólnej zabawy.
Na wystawie wyeksponowanych było łącznie ponad 600 prac, które cieszyły "oko" zwiedzających i ukazywały ogrom talentu, który drzemie w artystycznych duszach ludzi z całego powiatu ostródzkiego. Wystawa jest okazją do zaprezentowania swoich prac dla wielu ludzi, którzy amatorko zajmują się twórczością rękodzielniczą, traktując tę swoją działalność jako przyjemną formę spędzania wolnego czasu, a jednocześnie kultywują naszą rodzimą tradycję. Dzięki tym osobom, młodzi ludzie mają okazję podpatrzeć i poznać, wiele zanikających technik rękodzielniczych i starych metod ozdoby przedmiotów z użyciem naturalnych materiałów.
Impreza jest współfinansowana ze środków własnych Urzędu Gminy Łukta i Starostwa Powiatowego w Ostródzie, zaś głównym wykonawcą wystawy jest Pani Ewa Czaplejewicz - inspektor ds. oświaty i kultury w Urzędzie Gminy w Łukcie.
Ogromną pomocą w przygotowaniu wystawy służyły również Panie: Alina Pęk, Marzena Witkowska, Jolanta Szyłejko i Irena Krzywiec. Składam na ich "ręce" serdeczne podziękowania. Dziękuję również Dyrektorowi Zespołu Szkół Nr 1 w Łukcie Panu Bogdanowi Purzyckiemu, za udostępnienie sali i pomoc w sprawach organizacyjnych, oraz wszystkim wystawcom, którzy uświetnili tą wystawę, eksponując swoje prace, gdyż to dzięki nim mogła się odbyć tak ważna i spektakularna w tej dziedzinie impreza ,jaką jest właśnie ta Powiatowa Wystawa Rękodzieła Ludowego.
Z serdecznym podziękowaniem
Ewa Czaplejewicz
Galeria zdjęć
.

UROCZYSTOŚĆ Z OKAZJI ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI
 W sobotę 10 listopada 2007 .r, w Zespole Szkół Nr 1 w Łukcie odbyła się uroczystość z okazji Święta Niepodległości Polski. Uroczystość uświetniały występy Zespołu Muzycznego z Zespołu Szkół w Łukcie, Zespołu Teatralnego z Liceum Ogólnokształcącego im.Jacka Kaczmarskiego w Olsztynku oraz Zespołu LEGENDA z Liceum Ogólnokształcącego z zaprzyjaźnionej Gminy Mejszagoła w Rejonie Wileńskim na Litwie.
Gośćmi uroczystości byli m.in. przedstawiciele władz zaprzyjaźnionych samorządów: Pan Andrzej Adamajkis Wicestarosta Gminy Mejszagoła w Rejonie Wileńskim, Pan Stanisław Poluszczyk Wiceburmistrz Miasta Olsztynek, Pan Jan Leonowicz Wójt Gminy Łukta oraz Pan Włodzimierz Brodiuk Starosta Ostródzki wraz z małżonką, Pani Wanda Łaszkowska radna Powiatu Ostródzkiego i pełniący wspólnie z Wójtem Gminy Łukta rolę współgospodarza uroczystości Pan Bogdan Purzycki - Dyrektor Zespołu Szkół w Łukcie i Przewodniczący Rady Powiatu Ostródzkiego.
Podsumowując uroczystość Pan Jan Leonowicz Wójt Gminy Łukta złożył na ręce przedstawicieli zaprzyjaźnionych samorządów serdeczne podziękowania i wyrazy uznania za współudział w uroczystościach. Szczególne wyrazy podziękowania i wyrazy uznania skierował do wszystkich Polaków, którzy przybyli z pięknej Ziemi Wileńskiej, aby aktywnie uczestniczyć w tych uroczystościach.
W swoim wystąpieniu Pan Wójt m.in. nadmienił:
"W bogatej historii naszego narodu, znajdujemy daty przełomowe, wyznaczające miejsce Polski w Europie i świecie. Jedną z nich jest 11 listopada 1918 r. - dzień, w którym po 123 latach niewoli narodowej i powstańczych zrywów wolnościowych, Polska odzyskała niepodległość.
Święto Niepodległości - Święto wszystkich Polaków w kalendarzu wydarzeń państwowych nabrało szczególnego znaczenia..
W tym odświętnym dniu ogromnego znaczenia nabierają historyczne słowa wygłoszone przez Marszałka Józefa Piłsudskiego "...Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani prawa do przyszłości".
Słowa te, nabierają szczególnego znaczenia w dobie jednoczącej się Europy - jako wspólnoty ojczyzn. Idąc z innymi państwami ku przyszłości nie zapominajmy o własnej tożsamości narodowej, pielęgnujmy swoją kulturę, tradycję i religię.
Mam nadzieję, że dzisiejsza uroczystość, dla wielu osób będzie lekcją patriotyzmu, który nie ogranicza się do miłości własnej ojczyzny, ale w którym jest też wiele miejsca na przyjaźń i szacunek do innych narodów.
Patriotyzm to miłość ojczyzny, to także pamięć o przodkach, zainteresowanie rodzimą kulturą, historią i teraźniejszością. To poszanowanie narodowych symboli, pamięć o ważnych wydarzeniach i rocznicach.
Jeszcze raz serdecznie Państwu dziękuję za dzisiejszą wspólną lekcję patriotyzmu. Składam serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności, wielkiej wytrwałości w pracy nad podtrzymywaniem i rozwijaniem polskości w Rejonie Wileńskim, jak również rozbudzaniem w Polakach poczucia dumy narodowej."
(sporządziła: Sekretarz Gminy Łukta Jolanta Górecka)
Dożynki Powiatu Ostródzkiego
i
Gminy Łukta
15 września 2007 r.
Galeria zdjęć
 Stanisław Raginiak urodzony w Łukcie koło Ostródy. Od 1976 roku mieszka w Grudziądzu. Debiutował w wieku 37 lat zbiorem wierszy "Dziedzictwo" (Wydawnictwo "Pojezierze", Olsztyn 1989 r.). Kolejne tomiki poezji to: "Uratuj mnie" (1990), "Nie bójcie się mojej pamięci" (1993 r.książka wysoko oceniona przez Krzysztofa Nowickiego), "Łzy nad Crow River" (1996), "Gdy brakuje słów i ..." (1998), "Nihumim" ("Wydawnictwo Adam Marszałek", 2000 r.), "Żal" (2001). ("Żal ujął mnie swoją prostotą i skromnością" - Julia Hartwig. "Wiersze z Żalu są pełne światła, są mądre, pod względem formy doskonałe. To dary boże!" - Piotr Cielesz). "Skroplone smutki" (2004).”.
Stanisław Raginiak jest również autorem dziennika lirycznego "Skrawek Ameryki" (1995), w którym zawarł reminescencje z pobytu w Stanach Zjednoczonych. W 1999 roku Wydawnictwo Adam Marszałek opublikowało powieść reportażową "Ostatnie piętro samotności - raport z izby wytrzeźwień", o której bardzo pozytywnie wyraził się Wiesław Myśliwski (jej obszerne fragmenty drukował w redagowanej przez siebie "Sycynie"). Latem 2001 roku ukazał się trzeci, ostatni tom współczesnej powieści Stanisława Raginiaka "Przystań cierpienia". Rok później na rynku pojawił się zbiór felietonów, dykteryjek i opowiadań pt. "Jawa i sen". W sierpniu 2003 r. w Łukcie odbyła się promocja "Dwóch linii", tomu składającego się z czterech opowiadań. Gościem honorowym był Wiesław Myśliwski. Obie książki wydane zostały przez Adama Marszałka. W grudniu 2003 r. Wydawnictwo RAS opublikowane opowiadanie "Rozwód". Ostatnia publikacja prozą to "Powrót do Łukty" (promocja odbyła się 25 czerwca 2005 r. w Łukcie).
Stanisław Raginiak w swojej twórczości wykreował świat, w którym żywo połączył mądrość doświadczenia, mistycyzm uniesienia, codzienność słowa, szerokie spojrzenie. Naturalność z jaką oddaje siłę emocji, prawdę w przywiązaniu i tęsknocie do ziemi ojczystej - tak swobodnie prowadzi czytelnika do głębi serca swego, wielkiego błękitu, w którym odpoczywa dusza jego. Najprawdziwsze w człowieku nigdy się nie zmienia i jest poza wszelkim słowem, ale Raginiak odnalazł drogę tam prowadzącą. Pozostawił tam ślad swojego jestestwa, który w postaci twórczości możemy odnaleźć na stronie pisarza.
www.raginiak.twoje-miasto.pl
Obecnie S. Raginiak przygotowuje do druku powieść "Ćwokowampiria".
|
|
W rodzinnej wsi Stanisława Raginiak, odbyła się promocja jego książki „Dwie linie”.
Na promocji obecny był wybitny
prozaik Wiesław Myśliwski, autor m.in. „Widnokręgu”, za którą to
powieść otrzymał Nagrodę NIKE w 1997 r.
Wybitny pisarz, przyjeżdżając do
Łukty, spełnił obietnicę złożoną kiedyś Stanisławowi Raginiakowi, że
odwiedzi go w rodzinnej miejscowości.
I oto nadarzyła się okazja
szczególna... na promocji „Dwóch linii” spotkali się mistrz i uczeń.
Tak, mistrz i uczeń. Bo, jak w trakcie promocji powiedział S. Raginiak,
Wiesław Myśliwski jest pisarzem, którego twórczość ceni sobie
najbardziej.

– Wszystko zaczęło się w 1973 roku,
gdy przeczytałem „Pałac” – stwierdził. – Gdyby ktoś wtedy powiedział
mi, że kiedyś w ogóle napiszę książkę, która na dodatek spodoba się
autorowi „Pałacu”, to uznałbym go za człowieka niepoważnego.
A jednak stało się tak po trzydziestu latach.
S. Raginiak powiedział również, że
jego córka, Elżbieta, napisała pracę dyplomową o... „Widnokręgu” W.
Myśliwskiego.
– To dla mnie wielka radość, że udało mi się zarazić córkę twórczością „mojego” pisarza.
W. Myśliwski, pisarz jakże
oszczędny w słowach, stwierdził w Łukcie jednoznacznie, że nigdy w
życiu nie uczestniczył w podobnym spotkaniu. Życzył wszystkim pisarzom
takiego święta.
„Dwie linie” to cztery opowiadania: „Pastuszkowie”, „Piwnica”. „Pogrzeb Józka Rury” i tytułowe (poświecone nieżyjącemu ojcu).
Piwnica
(…)
Tak, piwnica miała w sobie coś z bajkowego świata. Była miejscem
zaczarowanym. Choćby tylko z tej przyczyny, że zawsze było w niej coś
do jedzenia. Nigdy, jak sięgnąłem pamięcią, nie zabrakło w niej
marmolady, kompotów, miodu, marynowanych grzybów, kapusty, ogórków czy
ziemniaków, buraków i brukwi. No, może tylko raz lub dwa, jeśli dobrze
pamiętam, nie starczyło marynowanych grzybów. Na szczęście stało się to
na początku lata, kiedy już można było nazbierać nowych koźlarzy,
czerwonych łebków, a nawet prawdziwków.
Marynowane
grzyby, szczególnie małe maślaki i gąski, były bardzo ważne dla ojca.
To je najczęściej stawiano na stół, gdy do naszego domu przychodził
któryś z braci jego lub matki, albo sąsiad. Pamiętam, że prawie każdy
odwiedzający przynosił z sobą butelkę gorzałki. Ojciec przeważnie
sadzał gościa w kuchni za stołem, a gdy było ciepło na dworze,
wychodzili przed dom i siadali na ławce koło gruszki, gdzie za stolik
służył spory pień. Jak tylko usiedli i zapalili, matka zaraz przynosiła
pokrojony chleb – wtedy, oczywiście, topniała nasza dzienna racja –
później schodziła do piwnicy, właśnie po grzybki. Czasami ojciec
dopominał się jeszcze o ogórki, więc i one musiały znaleźć się na
stoliku. Matka stawiała też szklanki, zwane musztardówkami, a na
talerzu podawała pokrojoną słoninę lub boczek. Gdy wszystko już było
przygotowane, wracała do domu. Gość – bez względu na to, czy był to
brat, czy sąsiad – zawsze szybko napełniał szklanki i – jak zauważałem
– patrząc ojcu w oczy, mówił głośno i nerwowo:
–
To lu, Mietek! Przepłuczmy te nasze gardziołka! – i nie czekając, aż
tato podniesie musztardówkę, wlewał w siebie całą wódkę.
Stojąc
obok, nieraz dziwiłem się, jak można od razu tyle wypić? Widać goście
bardzo lubili gorzałkę. Ojciec pił inaczej, ostrożniej. Szklankę
przechylał kilka razy i, co mnie przerażało, za każdym razem mało się
nie udusił z braku powietrza.
Kiedy
miałem sześć lat, przyszło mi do głowy, że w gorzałce musi być coś
wyjątkowego, bo inaczej gospodarze nie piliby jej tak często. Tylko co
to jest? – zastanawiałem się wielokrotnie. Odpowiedź znalazłem rok
później, gdy jakiś sąsiad znów przyszedł do nas z butelką. Zapytałem
mamę, dlaczego tylu chłopów pije.
–
Bo jak wypiją, synku, to w głowach im się przewraca i myślą, że są ho,
ho! – tłumaczyła niezbyt jasno. – Wszyscy są wtedy najmądrzejsi i
najsilniejsi. A tak naprawdę, Jędruś, to tylko tak im się zdaje. To ta
gorzała tak zmienia ich w środku, że inaczej mówią i myślą niż
normalnie, jak są trzeźwi. Wódka robi z nich innych, niż są naprawdę.
Bo przecież jakie mogą być z nich mądrale i siłacze? Jacy byli, tacy
są. Ani trochę inni. Jakby było inaczej, to nie śpiewaliby za każdym
razem "Góralu, czy ci nie żal" i nie płakaliby tyle w tym naszym
ogrodzie, jak już sobie mocno popiją. Ja dobrze wiem, że oni nie płaczą
ze szczęścia, a tylko ze smutku i zgryzoty, że mają takie a nie inne
życie. Niewiele warte są te ich łzy, Jędruś, bo są prosto z wódki i są
tak samo pijane jak te nasze chłopy.
–
Mamo, jak łzy mogą być pijane? – zapytałem, bo nie mogłem zrozumieć.
–
Za mały jesteś, by ci to teraz wytłumaczyć. Na wszystko przyjdzie czas
– dodała i pogłaskała mnie po głowie. – Żebyś tylko ty, dzieciaku, nie
pił, kiedy dorośniesz. Zobacz, prawie wszystkie chłopy z Łukty nie mogą
żyć bez tej gorzały. Najlepiej widać to w niedzielę, jak tylko msza się
skończy, to idą od razu do gospody zamiast prosto do domu. Niektórzy to
do samej nocy w niej siedzą, w tym przeklętym „Kormoranie”, a później
kelnerka z bufetową muszą ich wyprowadzać na dwór, bo sami nie mogą
trafić do drzwi. Niektórzy to jeszcze dojdą do domu na własnych nogach,
ale nie brakuje takich, co od razu kładą się spać na schodach albo na
środku ulicy. I kobiety muszą po nich przyjść, czasem nawet z małymi
dziećmi na rękach, i muszą ich pozbierać z tych schodów i z tej ulicy.
Wstyd i hańba, synku. Ta wódka, syneczku, to skaranie boże! –
powiedziała głośniej i wytarła nos fartuchem. – Zobacz tego naszego
stryja Ignacego, ten to pije gorzałę jak wodę, nawet gęba mu się nie
skrzywi. A niech licho weźmie tych pijusów!
Przez
długie miesiące obserwacji zauważyłem, że mama – oprócz stryja
Ignacego, kilku jej i ojca braci – powinna jeszcze wymienić
przynajmniej takich sąsiadów, jak Papowski, Wreźny, Erczuk, Lesiak i
Tyworski, bo i oni, odwiedzając ojca, też się nie krzywili. Zauważyłem,
że każdy z nich wypijał wódkę do dna, ocierał usta zewnętrzną stroną
dłoni i natychmiast sięgał po grzyby marynowane lub ogórki, czasami raz
za razem. Bardzo mnie to denerwowało, bo ja i rodzeństwo nigdy nie
mogliśmy najeść się do syta choćby marynowanych gąsek. Przeważnie tylko
w święta Bożego Narodzenia dostawaliśmy po kilka grzybków na talerzyk i
to było wszystko. W dodatku trzeba było dobrze pilnować świątecznej
porcji! Wystarczyło, że się zagapiłem, a już ktoś mi je zwędził.
Dlatego gdy widziałem brata mamy lub taty albo sąsiada zajadających
nasze grzybki, to strasznie byłem zły, starsi bracia zresztą też.
Ojciec chyba czasem dostrzegał naszą złość, bo bywało, że chwytał
gościa za rękę i trzymając ją nad słoikiem, mówił, żeby nie jadł tyle
grzybów, bo dzieciaki patrzą (…).
Fragment opowiadania "Piwnica" z "Dwóch lini" | | | |